Świadectwo – Krzysztof M

Świadectwo Krzysztofa M

 Świadectwo skazanego na 25 lat

Wyznanie człowieka, który trafił do wiezienia na długie lata za zło, które czyniłem. Byłem człowiekiem żyjącym bez Boga. Moim Bogiem były pieniądze i tak wyznawałem. Miałem wspaniałą rodzinę, żonę, córkę i mógłbym powiedzieć, wszystko co potrzebne do szczęścia. Byłem zepsuty, zakłamanym człowiekiem. W moim sercu nie było miłości. W ogóle nie wiedziałem, co to jest prawdziwa miłość! Z tatą byłem skłócony, bo ja uważałem, że to ja jestem najmądrzejszy. Drogi mojego małżeństwa się rozeszły z powodu coraz dłuższego pobytu w więzieniu, który też zrobił w pewnym sensie swoje. Mogę powiedzieć też, że byłem pustym człowiekiem, miałem imię, że żyję, a byłem umarłym, gdyż duchowo nie żyłem, tylko wtedy jeszcze tego nie wiedziałem.

 
Dzisiaj dzięki łasce Bożej żyję, mam imię i nie jestem umarły. W więzieniu poznałem Boga, na spotkaniach chrześcijańskich, prowadzonych przez zbór zielonoświątkowy. Gdy pierwszy raz przyszedłem na spotkanie, wszystko co usłyszałem było dla mnie obce. Przychodziłem, słuchałem i tak powoli rodziła się we mnie wiara. Ta wiara sprawiła, że uwierzyłem w Boga, a dzisiaj wierzę Bogu, a to znacząca różnica.
Zapragnąłem zmiany życia, zrozumiałem że chcę żyć normalnie, bez złodziejstwa. Zapragnąłem doświadczyć żywego Boga w moim życiu, bo skoro inni mówią, że nie kradną, mają miłość w sercu i że to Bóg sprawił, to dlaczego ja nie mógłbym z tego skorzystać.
Coraz częściej modliłem się i wołałem do żywego Boga. Jezus Chrystus prawdziwy Bóg zlitował się nade mną i to jest łaska, której ja oszust dostąpiłem.
W moim sercu nie było jednak przebaczenia i nawet sobie tego nie uświadamiałem. W 1988 roku przyjechał do więzienia ewangelista ze Szwecji, który mówił o Bogu, miłości i przebaczeniu. Gdy zakończył mówić, wskazał na mnie i powiedział abym podszedł. Powiedział, że Duch Święty pokazał mu, iż potrzebuję pomocy, ponieważ nie mam w sercu przebaczenia. I była to prawda, gdyż nie potrafiłem porozumieć się z tatą, nie mieliśmy dobrych relacji. Ewangelista modlił się o mnie, abym umiał przebaczać. Wtedy bardzo zapragnąłem, aby w moim sercu i umyśle nastąpiła przemiana. Po tej modlitwie napisałem list do taty, prosząc go o wybaczenie. Jezus Chrystus wlał w moje serce miłość, ponieważ wyraźnie to odczułem. Kiedy minął rok od napisania listu, tata przyjechał do mnie i podaliśmy sobie ręce. Na samym początku zapytał, ”czy wierzę w Boga”? Odpowiedziałem, że taki wtedy tata powiedział, że zostaje na widzeniu. Wybaczył mi wszystko, dzięki łasce Bożej staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Cały czas mnie odwiedzał i tak było do końca 2004 roku, bo w styczniu 2005 roku zmarł, a mama zmarła cztery lata wcześniej.
To, że teraz wierzę Bogu to i umie przebaczać, to sprawił Jezus Chrystus i Jemu chwała niech będzie na wieki wieków.
Moje własne pomysły na życie doprowadziły mnie do więzienia. Byłem we wszystkim co złe, co poświadcza wyrok skazujący mnie na 25 lat pozbawienia wolności. Dopiero teraz w więzieniu wiem, co to życie, ”wolne życie”. Tu w więzieniu stałem się wolnym człowiekiem dzięki Panu Jezusowi Chrystusowi. Powierzyłem swoje życie Jezusowi Chrystusowi i stałem się nowym człowiekiem.
W więzieniu zaczęły dokuczać mi choroby. Chwilami miałem dosyć wszystkiego, po prostu wysiadałem psychicznie. Miałem owrzodzony żołądek i dwunastnicę. Nie mogłem chodzić, nogi odmawiały posłuszeństwa, zaczął dawać znać o sobie także kręgosłup. Doszło do tego, że byłem zmuszony brać zastrzyki trzy razy dziennie, bo już praktycznie nie byłem w stanie funkcjonować. Ci którzy mnie widzieli to mówili, że w moich oczach nie było już życia. Brałem ogromne ilości leków. Otrzymałem skierowanie do szpitala, gdzie powiedziano mi, że do końca życia nie wolno mi jeść nic pieczonego, bo mam bardzo zniszczony żołądek oraz, że nie są wstanie mi inaczej pomóc.
Modliłem się do Boga, wołałem o ratunek. Bóg uzdrowił żołądek i dwunastnicę. Przeprowadzono badania, po chorobie nie pozostało śladu. Wszystko teraz mogę jeść i nic mi nie dolega, pieczone potrawy wcale mi nie szkodzą. Po takich ilościach leków, jakie przyjmowałem, powinienem mieć uszkodzone ścianki żołądka, jak i dwunastnicy, a nic takiego nie stwierdzono. Jedynie Bóg mógł uczynić ten cud. Medycyna nie dawała mi żadnej szansy, niestety nogi coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Lekarz stwierdził, że jest potrzebna operacja, bo potworzyły się zatory w żyłach. Zgodziłem się bo z bólu nie mogłem wytrzymać. Odradzano mi operację, mówiono, że lekarz, który operuje w tym więzieniu to po prostu rzeźnik. Nawet pracownicy wiezienia mi odradzali.
W modlitwie zwróciłem się do żywego Boga, Jezusa Chrystusa, aby był obecny podczas operacji. Uwierzyłem Bogu, że będzie wszystko w porządku. Tak też się stało. Lekarz przyłożył się wyjątkowo i operacje przeprowadził porządnie, co nawet wzbudziło zdziwienie u innych lekarzy. Dzisiaj biegam jak małolat. Ręką chirurga poprowadził sam Pan i Zbawiciel, najlepszy lekarz, Jezus Chrystus. Z kręgosłupem również miałem kłopoty. Prześwietlenie kręgów szyjnych wykazało zwyrodnienie. Miałem kłopoty ze schylaniem się i skręcaniem głowy. Ból głowy powodowany kręgosłupa szyjnego był bardzo dotkliwy. Zmuszony byłem do zażywania tabletek przeciwbólowych, które okazały się mało skuteczne, a ból chwilami był nie do zniesienia. Wolałem do Boga, można by rzec, że wyłem bo ból był tak dotkliwy. Trwało to dość długo.
Pewnego dnia mówiłem do drugiej osoby, chyba mnie już kręgosłup nie boli – skręcam głową, schylam się swobodnie i mogę to wszystko czynić bez bólu. Powiedziałem wtedy, że chyba Bóg uzdrowił mój kręgosłup szyjny, powiedziałem ”chyba”, bo to była taka pierwsza reakcja, ale wyznałem to przed wieloma ludźmi, że to Bóg uzdrowił mój kręgosłup. Kolejne prześwietlenie wykonano po fakcje mojego uzdrowienia 15 stycznia 2007 roku. Wynik tego prześwietlenia potwierdził, że kręgosłup szyjny jest zdrowy, ani śladu choroby.
W Księdze Izajasza rozdział 59 wiersz1, napisano; ”Oto ręka Pana nie jest tak krótka, aby nie mogła pomóc, a Jego ucho nie jest tak przytępione, aby nie słyszeć”. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Wszystko jest możliwe dla wierzącego i ja tego doświadczyłem, a są to słowa samego Boga, Jezusa Chrystusa [ Ewangelia Marka rozdział 9 wiersz 23]. Teraz cokolwiek czynię, wykonuje to z myślą o Bogu, bo Bóg stał się moim życiem.
Pragnąłem być ochrzczony, zwróciłem się do Boga w modlitwie i przewieziono mnie do innego ”’Zakładu Karnego” w Zabrzu i tam nadal prosiłem Boga, abym był ochrzczony. Przepustki na chrzest nie otrzymałem i zostałem ochrzczony w więzieniu. Chrzest odbył się   1 września 2007 roku. Bóg wysłuchał moją modlitwę i co było nie możliwe stało się możliwe. Zostałem ochrzczony przez zanurzenie w wodzie zgodnie z przykazaniem Jezusa Chrystusa [ Ewangelia Mateusza rozdział 28 wiersz19]. Po chrzcie była ”Wieczerza Pańska” , a było to dla mnie wielkie przeżycie i wydarzenie. Bóg prawdziwie mnie uwolnił, odciągnął mnie od tego co świat oferuje i dzisiaj brzydzę się wszelkim złem. Grzech stał się dla mnie obrzydliwością, dla takiego przestępcy jakim byłem ja. Dzisiaj mam już 46 lat i jestem żywym dowodem działania Bożego. Ludzie nie potrafili mnie zmienić, chociaż stosowali różne metody. Jezus Chrystus przeniósł mnie ze śmierci do żywota.
Dzisiaj mam pewność zbawienia i tym się raduję. Jak ważne jest wspierać w modlitwach wszystkich, którzy przychodzą do zakładów karnych głosić Słowo Boże, tych którzy mówią, że Jezus Chrystus może zmienić człowieka. Bo to właśnie ja Krzysztof mogłem usłyszeć o Bogu dzięki takim ludziom, których Bóg posyła do zakładów karnych. O takich ludziach napisał w Słowie Bożym [ Księga Izajasza rozdział 52 wiersz 7 i List do Rzymian rozdział 10 wiersz 15 ].
Niechaj Bóg błogosławi tych wszystkich, których posyła do zakładów karnych oraz ich rodziny, chwała Panu Jezusowi za wszystko.
Nie umie wszystkiego tak wyrazić słowami, oddać tak jakbym chciał dlatego przytoczę fragment Psalmu 103 wiersze 1 do 5, który mówi wszystko;
Błogosław, duszo moja, Panu
I wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu!
Błogosław, duszo moja, Panu
I nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego!
On odpuszcza wszystkie winy twoje,
Leczy wszystkie choroby twoje.
On ratuje od zguby życie twoje;
On wieńczy cię łaską i litością.
On nasyca dobrem życie twoje,
Tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja.
Przytoczyłem te słowa, bo ja tego doświadczyłem. Taka jest moja codzienność. Napisałem to wszystko z miejsca odosobnienia, gdzie powierzyłem swoje życie Bogu, na świadectwo Bożej chwały. Jestem żywym świadectwem tego, co Bóg czyni w zakładach karnych. Dla mnie życiem stał się Jezus Chrystus. Jemu niech będzie chwała. Alleluja! Amen.

Brat – Krzysztof M

Dodane: 23/02/2014

Leave a Reply