Archiwa tagu: Listy i Dokumenty

Pastor - Zbigniew Rekorajski

Osobisty wzrost duchowy

OSOBISTY WZROST DUCHOWY

KRZYŻ CHRYSTUSA W CENTRUM CHRZEŚCIJAŃSKIEGO ŻYCIA I SŁUŻBY

Tekst: 1Kor. 1/17-18; czytać / modlitwa Cel: Jeśli mamy naprawdę wzrastać , to krzyż musi się znaleźć w centrum naszego życia i służby. [Mówiąc krzyż nie mamy na myśli drzewa ale to czego dokonał tam Bóg w Chrystusie] Główna myśl: Krzyż pełni zasadniczą rolę w procesie duchowego wzrostu. Wstęp: Chciałbym przedstawić obraz tego, jak chrześcijanin może wzrastać w coraz większej miłości do Boga i żywej wierze, która pozwala mu na duchowe prowadzenie Zboru Chrystusa i własnego życia. Mówiąc konkretnie będziemy się uczyć, jak uczynić krzyż Chrystusa centrum naszego duchowego życia. W tym nauczaniu poświęcimy czas zagadnieniu duchowego charakteru i spróbujemy zbudować podstawę silnego chrześcijańskiego życia Jest to dziedzina , która domaga się naszej uwagi w sytuacji, gdy przywódcy Zborów czy Kościoła stają się duchowymi rozbitkami z powodu takiego czy innego grzechu. W jaki sposób my sami możemy się ustrzec przed rozbiciem? Jak nasza miłość do Boga może się umacniać i nie wygasać? Jak możemy wzrastać w wierze , aby mieć silną, żywą relację z Jezusem Chrystusem? I. CZYM JEST DUCHOWY WZROST Duchowny wzrost to ciąg dalszy Bożego dzieła w życiu wierzącego, pełne uświęcenie danej osoby . Słowo święty oznacza tu podobny do Boga. W miarę naszego chrześcijańskiego wzrostu nasza kondycja moralna dopasowuje się do naszego statusu prawnego przed Bogiem [jako wierzący jesteśmy uznani za sprawiedliwych]. Duchowy wzrost to kontynuacja tego , co dokonało się w chwili zbawienia, gdy jako wierzący otrzymaliśmy nowe życie. Warto zwrócić uwagę na kilka cech naszego wzrostu . Duch Święty odnowił nas tak , abyśmy się stali podobni do Boga . Ale przemiana ta jest ciągłym procesem , który ulega przyśpieszeniu wtedy , gdy współpracujemy z Bogiem oraz innymi chrześcijanami . W liście do Filipian czytamy: zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem. Albowiem to Bóg jest w nas sprawcą i chcenia i działania zgodnego z Jego wolą ‘ [ Fil. 2/12-13;]. Widzimy tutaj partnerską współpracę między nami a Bogiem . Nie możemy pozostać bezczynni i uważać , że Bóg sam ukształtuje nas na swoje podobieństwo . Musimy być również aktywni, musimy ‘ zabiegać. Nie chodzi o zabiegi związane z Bożą akceptacją. Chodzi raczej o wyraz naszego zrozumienia i wdzięczne uznanie wybaczenia naszych grzechów i obmycia przez krew Jezusa Chrystusa oraz przyjęcie nas jako dzieci do Bożej rodziny. Często w celu wyjaśnienia procesu duchowego wzrostu posługujemy się liczbami lub wykresami. A. Drabina duchowego wzrostu Wielu wierzących postrzega duchowy wzrost jako drabinę . Po której się wspinamy. Jeżeli jesteśmy bardzo duchowi lub pobożni , uważamy , że jesteśmy na wysokim szczeblu drabiny , a jeśli nie jesteśmy uduchowieni, znajdujemy się na niskim szczeblu. B. Śmierć mojego dawnego ja Inni postrzegają duchowy wzrost jako proces wymiany dawnego grzesznego ja na nowego człowieka stworzonego w Chrystusie . Z chwilą śmierci starego człowieka rodzi się nowy . Wtedy dana osoba wzrasta duchowo . Tego typu sposób określania duchowości niekoniecznie musi być zły , lecz jak się przekonamy w dalszej części , istnieje lepszy sposób pojmowania duchowego wzrostu. II. ROLA KRZYŻA W DUCHOWYM WZROŚCIE A. Wzrastanie w poznawaniu Bożej świętości Pierwsza część procesu wzrostu wymaga lepszego poznania Boga . Pan oznajmia przez proroka Jeremiasza : ‘ Raczej kto chce się chlubić , niech się chlubi tym ,że jest rozumny i że wie o mnie , iż jestem Panem , który okazuje miłosierdzie , praworządność i sprawiedliwość na ziemi – w tym to mam upodobanie , mówi Pan ‘ [ Jer. 9/23;] . W ewangelii [ Jana 17/3;] Jezus mówi : ‘ A to jest życie wieczne , aby znali Ciebie jedynego prawdziwego Boga , oraz Tego , którego posłałeś Jezusa Chrystusa ‘ . Poznanie Boga jest celem i sensem życia wiecznego . Głównym dążeniem w życiu chrześcijanina powinno być poznanie Boga w prawdzie . Stąd jeżeli wciąż poznajemy Go w całej Jego wielkości , stajemy się podobni do Niego . Kluczem do poznania Boga jest zrozumienie Jego świętej natury . Zaczynamy wtedy czuć to samo , co apostoł Paweł gdy mówił : ‘ wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości , jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa , Pana mojego ‘ [ Fil. 3/8-11;] . Jest to część procesu uświęcenia. B. Uczenie się rozpoznawania swojego grzechu W miarę jak wzrastamy w poznaniu Boga w całej Jego doskonałości zaczynamy też coraz lepiej poznawać siebie samych . Rozpoznajemy zwłaszcza naszą grzeszność tak różną od doskonałego Bożego charakteru . Im bardziej zbliżamy się do Boga , tym wyraźniej dostrzegamy , że pochodzimy od Niego . Im lepiej rozumiemy Jego wspaniałość , tym okropniejszy wydaje się nam nasz grzech. Wzrost uświadomienia sobie własnej grzeszności obserwujemy w życiu apostoła Pawła. W roku 55 po Chrystusie Paweł określa siebie jako ‘najmniejszego ze wszystkich apostołów         [ 1Kor. 15/9;]. Później w roku 60 po Chrystusie Paweł mówi o sobie najmniejszy ze wszystkich świętych ‘ [ Ef. 3/8;]. Jeszcze później pod koniec swego życia w roku 64 po Chrystusie . Paweł nazywa siebie ‘ pierwszym spośród grzeszników ‘[ 1Tym.1/15;]. Czy Paweł stał się większym grzesznikiem w miarę swego dojrzewania ? Z pewnością nie oto chodzi . Wydaje się jednak , że wciągu jego całego życia rozwinęła się jego pokora i wrażliwość na własny grzech . Kiedy stał się dojrzały , uświadomił sobie , że niektóre z jego postaw , choć wcześniej nie widział w nich nic złego , były tak naprawdę grzeszne . Jest to część procesu duchowego wzrostu. C. Świadomość luki Uświadomienie sobie luki istniejącej między grzesznym człowiekiem , a Świętym Bogiem nastąpiło wraz z wiarą w Jezusa . Ilekroć ktoś przyjmuje zbawienie , krzyż wypełnia tą lukę . Ale nawet gdy poznajemy Chrystusa jako Zbawcę , powinniśmy ciągle wzrastać w poznaniu Bożej świętości i uświadomieniu sobie naszej grzeszności . Doświadczenie to może się okazać przerażające . Poznanie Boga i Jego świętości oznacza zaproszenie do obnażenia się , a to jest trudne doświadczenie dla tych , którzy chcą ukryć swoje występki i wady . Jednakże dla dojrzałych chrześcijan owa luka pokazuje potrzebę Chrystusa oraz wielkość Jego dzieła dokonanego na krzyżu . Tak więc krzyż nabiera dla nas coraz większego znaczenia w miarę jak poznajemy Bożą wielkość . Czy lepiej znamy Boga , tym bardziej bezwartościowi czujemy się przed Jego obliczem . Gdy nasza wiedza o Nim się powiększa , dostrzegamy wagę wybaczenia naszych grzechów i pojednania z Bogiem za pośrednictwem Jezusa Chrystusa . Kiedy odkrywamy Bożą wspaniałość [ tak jak Izajasz , gdy ujrzał chwałę Pańską w świątyni lub naród izraelski , gdy spotkał Boga na górze Synaj ] odkrywamy tym samym prawdziwą chwałę naszego Zbawcy . Jego krew obmywa nas grzeszników i ubiera w białe szaty , abyśmy jeszcze bardziej zbliżyli się do tego wielkiego i wspaniałego Boga Ojca . III. PRZESZKODY NA DRODZE CHRZEŚCIJAŃSKIEGO WZROSTU Jeśli w pewnym momencie uznaliśmy fakt , że Jezus zapłacił cenę , aby wypełnić przepaść między nami a Bogiem , to staramy się czynić postępy w swoim chrześcijańskim wzroście . Wielu chrześcijan zmaga się z jednym z dwóch głównych problemów na drodze swojego wzrastania w wierze . A. Faryzeizm – problem dumy Wielu wierzących kładzie zbyt wielki nacisk na uczynki i wpada w pułapkę szukania akceptacji u Boga i innych poprzez swoje zachowanie . Często akcent przesuwa się z dzieła Chrystusa na krzyżu w kierunku służby dla Boga . Podobnie jak faryzeusze w czasach NT. Żyją oni tak , jak gdyby chrześcijańskie życie składało się wyłącznie z tego , co robimy dla Boga . Problem , jaki się wtedy wyłania , polega na tym , że nie zdają sobie oni sprawy z tego , ze istnieją inne aspekty chrześcijańskiego życia , ważniejsze niż służba . Należą do nich na przykład : poznawanie Boga i osobista relacja z Nim [ Łk. 10/38-42; ]. Współcześni faryzeusze żywią fałszywe przekonanie , iż mogą pokonać przepaść dzielącą ich od Boga swoimi własnymi dobrymi uczynkami . Ich motywacją może być duma lub chęć przypodobania się innym ludziom . Dobre zachowanie staje się dla tych ludzi podstawą , na której budują swoją reputację . Grzech wywiera tez wpływ na współczesnych faryzeuszy pod innymi względami . Mogą oni być przekonani , że ich grzech nie ma znaczenia dla Boga . W takim wypadku pomniejsza się znaczenie krzyża . Osoba , która tak sądzi , właściwie ogranicza w swoim umyśle Bożą wielkość i uważa Boga za kogoś mniejszego niż naprawdę jest . Inni mogą myśleć : nie jestem aż takim wielkim grzesznikiem . Czyż nie łatwiej jest zauważyć cudzy grzech niż własny ? Dlaczego tak się dzieje ? Czy to prawda że mamy mniejszy problem z grzechem niż inni ? Jeśli tak myślimy , to oszukujemy sami siebie . A ponieważ zbyt wysoko się cenimy , ponownie pomniejszamy znaczenie krzyża . W celu uniknięcia faryzeizmu musimy wzrastać w rozumieniu prawdziwej Bożej świętości oraz naszej grzeszności . Dostrzeganie tego nauczy nas pokory i uświadomi potrzebę Bożej łaski . B. Rozpacz brakiem wiary Inni toczą odmienne zmagania . Uznają Bożą świętość i swoją grzeszność , ale popadają w rozpacz , gdyż nie wiedzą , jak to rozwiązać . Próbują wypełnić przepaść dobrymi uczynkami , czują jednak , że nigdy nie będą w stanie wykonać tyle dobrych uczynków , aby w pełni zadowolić Boga . Mogą starać się codziennie poświęcać czas na Boże Słowo , lecz bywają dni kiedy zawodzą i czuja się straszliwie przegrani w swoim chodzeniu z Bogiem . Usiłują trzymać język na wodzy , ale kiedy im się nie udaje , zastanawiają się , jak Bóg mógłby ich naprawdę kochać . Z powodu wszystkich swoich porażek dochodzą do wniosku , że nigdy nie zadowolą Boga . Wtedy ogarnia ich rozpacz . Problemem jest tutaj brak wiary w to , czego dokonał Bóg . Zapewnił On wszystko , czego nam potrzeba do uzyskania Jego akceptacji poprzez ofiarę Jezusa Chrystusa [ Hb. 10/14; ] . Nie możemy dodawać niczego do tego , co On już zrobił . C. Odpowiedź : krzyż musi wzrastać Dwa przedstawione wyżej problemy są w zasadzie do siebie podobne . Faryzeusze mylnie wierzą w to , że mogą zapracować na Bożą przychylność własnymi uczynkami , podczas gdy zrozpaczeni widzą , że nie są w stanie zasłużyć na Bożą życzliwość swoimi uczynkami – co jest rzeczywiście prawdą . W obu jednak przypadkach zła jest zasada , ponieważ głównym problemem jest skupienie się na zapracowaniu na Bożą akceptację . Ponieważ problemy są podobne , rozwiązania są właściwie takie same . Zasadniczo jeśli przepaść ma być usunięta , krzyż musi rosnąć . Żadne nasze wysiłki nie mogą zbudować pomostu nad ta przepaścią . Jak słusznie zauważył Paweł : nie daj Boże , bym się miał chlubić z czego innego , jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa [ Gal. 6/14 ; ] . Jezus Chrystus oraz to , czego dokonał na krzyżu , nabierają dla nas coraz większego znaczenia . Musimy wierzyć w naszą nową rzeczywistość życia w Jezusie Chrystusie . Pomimo iż wciąż jesteśmy podatni na grzech , Bóg jest łaskawy i wybacza nam nasz grzech . Stajemy się doskonale sprawiedliwi w Chrystusie tylko i wyłącznie z uwagi na Jego dzieło na krzyżu . Staliśmy się dziećmi żywego Boga , który darzy nas miłością , zachwyca się nami i wciąż wytrwale kształtuje nas na obraz Chrystusa . Zakończenie: Krzyż jest naszą jedyną nadzieją na pokój z Bogiem . Nie ma innego miejsca , gdzie grzesznicy , nawet ci usprawiedliwieni , mogliby się spotkać z Bogiem – jedynym takim miejscem jest krzyż . Jeżeli zależy nam na duchowym wzroście , powinniśmy się skupić na pełniejszym zrozumieniu rzeczywistości Chrystusowego dzieła na krzyżu zamiast na podwajaniu własnych wysiłków . Dzień po dniu , chwila po chwili musimy pamiętać , czego dokonał dla nas Chrystus na krzyżu usuwając nasz grzech i dając nam nowe życie . W takim pojmowaniu uświęcenia rozumiemy , że nasze ciało pozostaje złe aż do dni naszej śmierci w tym ciele , dlatego będziemy się zmagać każdego dnia z grzechem dookoła nas , problemami , doświadczeniami , pychą i pokusami do złego . Ale przy tym poznajemy życie Jezusa Chrystusa w nas . W miarę coraz lepszego poznawania Boga coraz bardziej zmieniamy się na Jego podobieństwo . Nasza niezdolność do osiągnięcia tego o własnych siłach staje się jasna i z czasem coraz bardziej zaczynamy całkowicie polegać na Chrystusie . Ewangelia nabiera dla nas coraz większego znaczenia i rośnie nasza potrzeba Chrystusa . Rozumiemy głębiej to , w co uwierzyliśmy na początku . Przypominamy sobie prawdy ewangelii . Wiarą sprawiamy , że dzieło Chrystusowe śmierci i zmartwychwstania przybiera w naszym życiu coraz bardziej realne kształty . Na czym polega tak naprawdę duchowy wzrost w życiu chrześcijan ? Jak możemy pozwolić aby krzyż Chrystusa wzrastał w naszym życiu ? Jaka jest twoja największa trudność , z którą się zmagasz we wzroście dzieła krzyża w twoim duchowym życiu i służbie ? Wymieńmy kilka prawd , które dokonały się w skutek Chrystusowej śmierci na Krzyżu oraz Jego zmartwychwstania ? Pastor Zboru / Zbigniew Rękorajski

Dodane: 23/02/2014
Pastor - Zbigniew Rekorajski

Zdrowie Kościoła i jego rozwój

ZDROWIE KOŚCIOŁA I JEGO ROZWÓJ

Tekst: Dz.Ap. 15/1-35; czytać / modlitwa Cel: Przygotowanie przywódców do zdrowego prowadzenia grup, placówek i Zborów Kościoła. Główna myśl: Wizja budowania Kościoła na fundamencie Jezusa Chrystusa i Jego apostołów. Wstęp: Prosta analogia wychowywania dziecka pokazuje nam czego ono potrzebuje do prawidłowego rozwoju i wzrostu. Dziecko potrzebuj posiadać pewne elementy: dobre jedzenia , wiele odpoczynku, ćwiczeń fizycznych, wykształcenia i jest jeszcze wiele elementów, które dziecku pozwalają na wzrost. Podobnie Kościół czy Zbory Boże potrzebują kilku elementów aby mogły wzrastać. Jeżeli tych elementów zabraknie, będzie występował brak wzrostu oraz brak zdrowia w organizmie jakim jest Kościół czy Zbór. Kościół czy Zbór jest żywą istotą , więc te elementy muszą w nim być obecne. Oto osiem elementów, na których będziemy chcieli troszkę się zatrzymać. Rozdział 15 Dziejów Apostolskich; nie mówi o decydowaniu Zebrania Członkowskiego o duchowości, doktrynach, kierowaniu Zborem czy Kościołem Jezusa Chrystusa oraz wielu prawdach pokazanych w jaki sposób mają postępować przywódcy Nowo Testamentowi Kościoła i Zborów jako lokalnych społeczności. I. Skuteczne przywództwo [ wyposażające ] To jest wielka odpowiedzialność i bardzo ważne zadanie dla przywódców odpowiedzialnych za społeczności i ich duchowe życie, rozwój , wzrost i zdrowie duchowe. Skuteczna służba to taka, która zmienia ludzkie życie. Być skutecznym to znaczy umacniającym członków społeczności. Cechy dobrego przywódcy to; a) otwarty umysł – odrzucenie własnych przekonań, b) dobra komunikacja – słuchanie się na wzajem, c) przy podejmowaniu decyzji – korzystanie z podstaw Słowa Bożego, d) dostrzegać co jest najważniejsze – rozszerzanie Królestwa Bożego w naszym kraju. II. Służba wykorzystująca dary duchowe i talenty To są ludzie, którzy usługują w zgodzie ze swoim obdarowaniem przez Ducha Świętego. III. Duchowość Służba, która jest autentyczna i pełna pasji dla Jezusa Chrystusa. IV. Funkcjonalne struktury To znaczy, że wewnętrzna struktura Kościoła / Zboru dobrze działa. Zgodnie z nauką Pisma Świętego / Jezusa i Jego Apostołów. V. Uwielbienie – Nabożeństwo Inspirujące nabożeństwo, uwielbianie. To nie takie zgromadzenia czy spotkania, na których jest typowe mielenie ziarna w koło. Zaczynanie na Księgach Mojżeszowych, później w Psalmach i ostatecznie zakończenie na Objawieniu, a na koniec słuchacze nic z tego nie wiedzą i nic nie wzięli. Słowo Boże ma być źródłem naszej mocy i wiary do prowadzenia zwycięskiego życia na drodze za Chrystusem i inspiracją. VI. Małe grupy Zdrowe małe grupy domowe, grupy modlitewne za ewangelizacjami, grupy służby w Zborze (np: wprowadzanie i sadzania ludzi zaproszonych pierwszy raz do Zboru ), trójki modlitewne, grupy misyjne itp. VII. Ewangelizacja Przemyślane dzielenie się wiarą ze zgubionymi. Wzywanie ludzi aby stali się naśladowcami Jezusa .Dzielenie się świadectwem życia i przemiany duchowej dokonanej przez Jezusa i Ducha Świętego. VIII. Współczucie – Relacje Serdeczne i pełne miłości relacje ze zgubionymi oraz wierzącymi. Ten świat jest bardzo surowym miejscem i ludzie poszukują współczucia, dlatego jako przywódcy musimy na tego rodzaju dziedziny zwracać szczególną uwagę nauczają innych. To są rzeczy, które będą prowadziły nas do wzrostu i do zdrowia Kościoła i Zborów. Na spotkaniach Rady Starszych Zboru jako przywódców odpowiedzialnych za życie Zboru często zadajemy sobie pytania dlaczego nie wzrastamy, wtedy możemy otworzyć sobie listę z ośmioma kluczowymi dziedzinami i rozpocząć analizę – nabożeństwa są dobre, ale nasi bracia i siostry oraz my sami nie jesteśmy zaangażowani w ewangelizację pośród zgubionych. Nasi liderzy – przywódcy odpowiedzialni za powierzone im prace są w porządku, ale mamy tylko dwie małe grupy domowe, a zatem może powinniśmy poprowadzić więcej grup i zaangażować więcej nowych osób, bo być może w tym jest problem. Te osiem kluczowych dziedzin nigdy nie ulegają zmianie czy to w Polsce, Anglii, Australii, Ameryce czy jakimkolwiek innym kraju. Powinniśmy dokonywać lepszego wyboru i selekcji przywódców ponieważ to jest bardzo ważne dla naszej służby. Jeżeli będziemy źle wybierać nie według biblijnych zasad będziemy mieli problemy. a. Biblijny proces dokonywania wyboru powoływanych braci na funkcje w Kościele i urzędy. b. Często przywódcy zajmują się rzeczami, które nie są ważne dla ich Zborów. Bardzo ważną rzeczą jest przywództwo w Zborze możemy go zrozumieć na zasadzie działania komputera. Komputer ma w sobie system operacyjny i nie możemy go dostrzec patrząc na komputer lecz w tym komputerze kryje się nie widzialny system operacyjny, bez którego komputer byłby bez użyteczny. Podobnie każdy Zbór ma / posiada / swój system operacyjny i ten system nazywa się paradygmatem – to jest coś co jest wewnątrz i na zewnątrz budynku tego nie widać. Ogólnie mówiąc na świecie istnieją dwa rodzaje Kościołów /Zborów i różnica polega na ich systemie wewnętrznym . a. Istnieją / Kościoły / Zbory wiedzione misją. Ten komputer posiada system XP czyli nowy i jest Kościołem / Zborem misyjnym. Nie jest to stary system Dos. Ktoś kto posiada system XP nie chce powracać do starego systemu. b. Istnieją Kościoły / Zbory wiedzione członkostwem. Ten komputer posiada system Dos i jest to stary system operacyjny, który oparty jest na członkostwie. Zbór oparty na misji jest żywym duchowo i taki Zbór nie będzie chciał powrócić do systemu opartego na członkostwie gdzie nic nie można przeforsować. Jak wyglądają takie Zbory i czym się różnią: a. Zbór należy do członków i w takim Zborze każdy ma prawo głosu. Tak naprawdę jest to demokratyczna instytucja, wspólnota, która skupia się do wewnątrz. W rezultacie mamy bardzo nie zdrowy i nie biblijny Kościół czy Zbór, który zaczyna się opierać na członkostwie. Posiadamy pewien styl uwielbiania, który się podoba ludziom, którzy są członkami Zboru. Niektórzy lubią takie pieśni i jeżeli będziemy śpiewali inne, powiadają nie podoba się nam tutaj i pójdziemy gdzie indziej. Wtedy przywódcy Zboru aby zadowolić członków stosują muzykę i pieśni, które nie są pociągają i atrakcyjne dla innych nie zbawionych ludzi i grup społecznych, wygląda to jak koncert życzeń i nie jest ważne czy podoba się Bogu, dla którego chcemy wznieść chwałę i uwielbienie. A zatem chodzi nam aby zadowolić ludzi, którzy są członkami Zboru, a nie o dotarcie do różnych grup społecznych oraz zgubionych, którzy przychodzą do Zboru. I w taki sposób funkcjonuje wiele Zborów opartych na członkostwie, które są bardzo nie zdrowe – ludzie się kłócą, są rozłamy, istnieją napięcia, konflikty. Zbory takie nie wzrastają. Ponieważ są skupione do wewnątrz, a nie na zgubionych na zewnątrz. Popadają w stagnację i maleją lub całkiem znikają. 10 powodów dla których ludzie opierają się zmianą:

  1. Zmiana nie była ich pomysłem.
  2. To niszczy ich rutynę i reputację.
  3. Zmiana wywołuje strach przed porażką.
  4. Zmiana wywołuje strach przed nieznanym.
  5. Ludzie nie rozumieją jasno celu i powodu zmiany.
  6. Ludzie lubią tradycję – ponieważ zawsze tak było.
  7. Nie chcą ponosić kosztów i wysiłku związanego ze zmianą.
  8. U ludzi utrzymuje się negatywne myślenie – nie możemy tego zrobić – nie zrobimy.
  9. Brak zaufania do przywódców.
  10. Zmiana wymaga dodatkowego zaangażowania.

b. Natomiast Zbór oparty na misji jest całkowicie skupiony na docieraniu do ludzi zgubionych, którzy jeszcze nie są zbawieni. I robi wiele rzeczy aby przyciągnąć ludzi, którzy jeszcze nie znają Chrystusa. Ta kwestia czy jesteśmy oparci na członkostwie czy na misji należy do rozstrzygnięcia przez nas samych. Kilka cech Zboru opartego na misji: Taki Zbór traktuje i wypełnia na prawdę swoją misję i cel. Komunikuje się docierając do zgubionych. Posiada dynamiczną wizję działania. Posiada wielkie serce docierania do zgubionych, czuje to brzemię odpowiedzialności za zgubionych.                                                                                                                                     Są to Zbory skupione na Piśmie Świętym poprzez praktyczne zastosowanie. W kreatywny sposób komunikują Słowo Boże. Podejmują ryzyko i inicjatywę zrobienia czegoś inaczej. Przywódcy wyposażają ludzi do służby i pozwalają im służyć. Uwielbienie ma charakter pionowy. Osoby nie wierzące są tam mile widziane. Zatem Kościół czy Zbór oparty na misji jest zupełnie inny niż Kościół czy Zbór oparty na członkostwie. Zbór członkowski ma tendencję do pesymizmu, skupiony do wewnątrz, ceni sobie tradycje, osoby nie zbawione trzymane są na pewien dystans, nie możesz do nas należeć dopóki nie będziesz wierzył tak jak my. Takie myślenie bierze się ze starego człowieka – nie należysz tu, nie jesteś tutaj mile widziany. Istnieje duża różnica pomiędzy Kościołami / Zborami – misyjnymi a członkowskimi. Często w pieśniach członkowie uwielbiają siebie zamiast Boga Ojca , Jezus i Ducha Świętego. Wiele pieśni uwielbiających poziomych, a nie pionowych. Jeden z tych Zborów jest zdrowy drugi chory. Jeden jest skoncentrowany na Chrystusie, a drugi jest uległy na zwiedzenia. Dlatego wiele Zborów myśli, że są zdrowymi, a zostały zwiedzone i żyją same w sobie ponieważ utraciły swoje pierwotne poczucie misji i służby dla Pana [1Tym. 4/1;]. Pytania do rozważenia:

  • Na czy naprawdę polega przywództwo i jego zadania w Zborze?
  • W jakim celu Duch Święty dał dary i ludzi z talentami do Zboru?
  • W jaki sposób możemy być wierni powierzonej służbie?
  • W jaki sposób Biblijne prawdy wdrażać w życie Zboru?
  • Dlaczego Bóg oczekuje porządku w Jego zgromadzeniu?
  • Dlaczego powinniśmy powoływać małe grupy domowe?
  • Dlaczego każdy Zbór ma obowiązek bycia misyjnym?
  • Kto może przygotować nowych przywódców?

Pastor Zboru / Zbigniew Rękorajski

Dodane: 23/02/2014

Świadectwo – Jowita

Świadectwo – Jowita

Był rok 1992, miałam 16 lat, chodziłam do Liceum Ogólnokształcącego i wszystko normalnie się zapowiadało – przynajmniej na zewnątrz. We mnie w środku działy się jednak dziwne rzeczy. Pewnie, jak wielu moim rówieśnikom, wszystko wydawało się nie mieć sensu . Czułam się nikomu niepotrzebna i szukałam akceptacji , przyjaźni , sama nie wiem czego dokładnie…Znalazłam. Zaczęłam brać prochy , wszystko co było pod ręką . Paliłam papierosy , czasem trawkę . Dzięki prochom czułam się wolna i tak się rozkręciłam w tej “wolności”, że brałam coraz więcej i coraz częściej . Tylko wydawało mi się, że byłam wolna , a tak naprawdę stałam się niewolnikiem prochów i papierosów . Chodziłam na imprezy i miałam tzw. Przyjaciół , takich samych jak ja , a może jeszcze bardziej zniewolonych . Słuchałam jakiejś ćpuńskiej , dziwnej muzyki , która już całkiem wybijała mnie z rzeczywistości . Były momenty , że chciałam być normalną nastolatką , która chodzi grzecznie do szkoły , uczy się , odrabia lekcje itd., ale już nie potrafiłam . Robiłam sobie postanowienia , których nie potrafiłam dotrzymać . Wpadałam w dołki psychiczne , nie chciałam żyć .Wołałam do Boga , żeby mnie zabrał z tego okropnego świata . Próbowałam Go szukać , ale jednocześnie wątpiłam coraz bardziej w Jego istnienie . W trzeciej klasie LO zrezygnowałam ze szkoły . Chciałam coś ze sobą zrobić, bo nagle zauważyłam , ze zniszczyłam sobie kawałek życia i ludzie wokół także odsunęli się ode mnie .W tym moim poszukiwaniu przyjaźni straciłam wszystkich . Postanowiłam się leczyć , byłam najpierw na detoksie , a potem pojechałam do ośrodka odwykowego Monaru . Miałam mocne postanowienie , w którym wytrwałam zaledwie dwa miesiące . Wróciłam do domu . Nawet rozpoczęłam pracę i zaczęłam chodzić do wieczorówki , ale to trwało tylko chwilę . Nałóg był silniejszy i wszystko inne przestało być ważne . Tym razem brałam amfetaminę , miałam koleżankę , z którą razem jeździłyśmy do różnych miast i zbierałyśmy pieniądze na tzw. “bilet” , żeby mieć na narkotyki . Amfetamina wciągała w ogromnym tempie , niszczyła strasznie moją psychikę , ciągle byłam w jakiejś beznadziejnej depresji , dążyłam do śmierci , a jednocześnie strasznie się jej bałam . Nie miałam dość silnej woli . Narkotyki i papierosy były sensem mojego życia . W końcu miałam dość . Byłam wykończona psychicznie , fizycznie też kiepsko się czułam . Postanowiłam jeszcze raz spróbować i znowu pojechałam do Monaru leczyć się . Miałam wtedy prawie 19 lat. Moi rówieśnicy kończyli szkołę , niektórzy zakładali rodziny , a ja zupełnie nie potrafiłam tak żyć , tkwiłam w innej rzeczywistości i nie umiałam sobie już z niczym poradzić . W Monarze położyłam całą swoją nadzieję i tym razem wytrwałam do końca leczenia . Potem wróciłam do domu i rozpoczęłam naukę w szkole wieczorowej , ponieważ zostały mi dwa lata do ukończenia szkoły średniej . W tym czasie nie brałam narkotyków , ale dalej czułam , że czegoś mi brakuje w życiu . Miałam w sobie jakąś dziwną pustkę , której nie umiałam wytłumaczyć , ani niczym zapełnić , nic nie było w stanie zainteresować mnie na dłużej . Dalej paliłam papierosy , wagarowałam , a i od alkoholu też nie stroniłam . Często chciało mi się ćpać , ale wtedy wolałam jakiś alkohol , żeby oderwać się choć na chwilę od rzeczywistości , jednocześnie usprawiedliwiając się , że do tamtego nałogu już nie wracam . Minęły dwa lata , skończyłam szkołę i wyjechałam na wakacje często urozmaicane alkoholem i nocnymi wypadami do klubu bluesowego . Jedynie w takiej atmosferze czułam się dobrze , ale jednocześnie coraz bardziej myślałam o narkotykach . Po pewnym czasie , po powrocie do domu nie wytrzymałam i znowu sięgnęłam po amfetaminę . Poczułam się jak spragniony człowiek , któremu ktoś podał szklankę wody . Mimo dwóch lat abstynencji nadal byłam uzależniona . Zdawałam sobie sprawę z tego , czym to może się skończyć ostatecznie , czułam się podle , ale nie potrafiłam żyć inaczej . Tym razem nałóg bardzo szybko i mocno mnie wciągnął . Nie potrafiłam tego zmienić . Wyprowadziłam się z domu na drugi koniec Polski . Miałam tam znajomych , których poznałam w Monarze , ale tam też nie było normalnego życia . Górę brał alkohol , papierosy i ciągłe przekleństwa . Szybko wtopiłam się w to życie , piłam , paliłam , przeklinałam , myślałam , że jestem na luzie , ale to były tylko pozory . Jeden nałóg zamieniłam na drugi usprawiedliwiając się , że z tamtym skończyłam . To życie pozostawało raczej w czterech ścianach , na zewnątrz starałam się być normalnym człowiekiem , chociaż i tak byłam w tym mieście anonimowa . Ale i to zaczęło mi ciążyć , zaczęłam spostrzegać , że wszystko wokół mnie jest wulgarne i wyzute z uczuć , a człowiek jest niczym . Gdy przyjechali do mnie znajomi z mojego miasta przez parę dni czułam się , jak normalny człowiek , ale po ich wyjeździe nie potrafiłam tego utrzymać . To byli świadomie wierzący ludzie , zabrali mnie nawet w niedzielę na nabożeństwo do Zboru Zielonoświątkowego . Ludzie , których tam zobaczyłam byli tacy spokojni i radośni . Podobało mi się to , ale wydawało mi się , że ja nie dam rady tak żyć , chociaż chciałam zmiany . Odpuściłam sobie i po roku wróciłam do domu . Znowu znalazłam się na spotkaniu chrześcijańskim , ale czułam się wśród tych ludzi taka gorsza i beznadziejna . Męczyłam się i więcej tam nie poszłam . Zaczęłam zaoczne studium ekonomiczne . Starałam się normalnie żyć , ale byłam strasznie samotna , a w mojej głowie ciągle prowadziłam walkę z nałogami . Jedynymi osobami , z którymi miałam w miarę regularny kontakt byli właśnie ci znajomi , którzy odwiedzili mnie wtedy , gdy mieszkałam poza domem . Tak minęło pół roku , mimo że się uczyłam , czułam, że w moim życiu ciągle jednak czegoś brakuje . Miałam w sercu taką dziwną pustkę… Któregoś dnia usiadłam i zastanowiłam się nad swoim życiem i nad ludźmi wokoło . Doszłam do wniosku , że jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi , na których mogę zawsze polegać byli właśnie ci znajomi . Zrozumiałam też wtedy , że to dlatego , że dla nich Bóg jest kimś naprawdę ważnym, że oni inaczej z Nim żyją . Zapragnęłam też takiego życia . Zadzwoniłam do nich i ucieszyłam się, kiedy zaproponowali mi wspólny wyjazd na nabożeństwo . Tym razem dobrze się czułam w takiej atmosferze spokoju i radości . Postanowiłam zmienić swoje życie , tyle że chciałam to uczynić własnym staraniem . Tydzień później również poszłam na społeczność do ludzi , którzy świadomie wierzyli w Boga . Po tej społeczności przeczytałam jakąś broszurkę na temat żywego Boga i siedząc w domu , zaczęłam się modlić . Prosiłam Jezusa , żeby zmienił moje życie i uczynił mnie innym człowiekiem – spokojnym i radosnym . Oddałam Mu swoje życie , wyznałam wszystkie swoje grzechy i otworzyłam przed Nim swoje serce . To było 12 września 1999 roku . A Jezus…? On przyszedł i uwolnił mnie w jednej chwili od narkotyków , alkoholu i papierosów. Przestałam również przeklinać . To stało się zupełnie bez mojego udziału i starania . To było niesamowite -poczułam się wolna od tego wszystkiego , co przez kilka lat mnie zniewalało . Wtedy już zrozumiałam , że to szatan próbuje niszczyć życie każdego człowieka dając mu pozorną wolność . A przecież Biblia mówi , że: “Jeśli Syn was wyswobodzi , prawdziwie wolnymi będziecie” (Ew.Jana8:36) . Jezus dał mi nowe życie , radość i pokój , jakiego nie mogłam znaleźć tyle lat . Dał mi przyjaźń i miłość , bezwarunkową i nieograniczoną . Zapełnił tą pustkę , którą czułam , ukoił mnie , a co najważniejsze , wyrwał mnie z drogi do piekła . Pan Jezus powiedział w swoim słowie: “Pójdźcie do mnie wszyscy , którzy jesteście spracowani i obciążeni , a Ja wam dam ukojenie” (Ew. Mateusza11:28) . Teraz wiem , że jestem zbawiona , wiem dokąd zmierzam , wiem że to życie jest tylko chwilą w wieczności , którą spędzę z moim Bogiem . A i teraz nie jestem sama , Pan Jezus jest zawsze przy mnie . Codziennie rozmawiam z Nim w modlitwie . Mogę przyjść do Niego z każdym problemem . To Jezus zawsze mnie pociesza , podtrzymuje , podnosi gdy upadam , ochrania . Jest dla mnie wszystkim i nigdy mnie nie zawiódł i jestem pewna , że nie zawiedzie . Jestem teraz nowym człowiekiem i za to wszystko jestem wdzięczna Bogu , On każdego dnia mnie kształtuje . Wiem , że to wszystko otrzymałam za darmo , z łaski od Boga , jak mówi Biblia: “Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej , i są usprawiedliwieni darmo , z łaski Jego , przez odkupienie w Chrystusie Jezusie” (List św. Pawła do Rzymian 3:23-24) . Opisałam to , aby zachęcić wszystkich do pójścia za Nim , bez względu na to , jak żyją i kim są . Jezus jest taki sam dla wszystkich i kocha każdego człowieka z osobna , On swoje życie oddał za każdego z nas , aby dać nam odpuszczenie grzechów pewność zbawienia oraz nowe , szczęśliwe życie . Wystarczy tylko przyjść do Niego ze szczerym sercem i zaufać Mu . On uwalnia, uzdrawia , daje pokój , radość . Jest taki sam wczoraj , dzisiaj i na wieki . Tak jak mówią słowa pieśni: “Dziś rozrywa Bóg kajdany i swobodę daje nam! My nie możemy dzisiaj bez Jezusa żyć . On fundamentem i nadzieją naszą jest . On nas wyzwala z więzów , grzechów , śmierci , piekła! My nie możemy dzisiaj bez Jezusa żyć!” Jeśli masz wątpliwości zapytaj Go osobiście w modlitwie własnymi słowami – na pewno odpowie , bo bardzo Cię kocha! Mi odpowiedział i chwała Mu za to! “Oto stoję u drzwi i kołaczę ; jeśli ktoś usłyszy głos Mój i otworzy drzwi , wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał , a on ze mną” (Objawienie św. Jana 3:20). Siostra – Jowita

Dodane: 23/02/2014